HomeLudzie MiliAlbumKoncerty
Wykorzystano grafiki: Anna Maria "Vanitachi" Sutkowska   |   Wykonanie: nineteen82   |   webmaster@ludziemili.pl
Czasami, na szczęście nie zawsze, ale wystarczająco często by uznać to za problem świat bywa bardzo, ale to bardzo niemiły. Nikt nie wie dlaczego tak jest, że nagle, choć jeszcze wczoraj wszystko szło jak należy sprawy zaczynają się komplikować, przyjaciele przestają być przyjaciółmi, przedmioty zaczynają być złośliwe, a złość bezprzedmiotowa. Świat wkurza nas, a my wkurzamy świat. W takich chwilach chciałoby się, żeby tak, jak w bajkach pojawiła się dobra wróżka i pstryknięciem palców przywróciła wszystko do normy. Niestety, wróżki nie istnieją.
Ale...
istnieją oni - ludzie mili - ci, którzy odwkurzają świat.
Wyposażeni w specjalne moce pojawiają się wszędzie tam, gdzie są naprawdę potrzebni, no chyba, że akurat bardziej potrzebni są gdzie indziej. Najpewniejszym sposobem na to, by przybyli jest samemu stać się choć na chwilę miłym dla innych, bo jak uczy nas ludowa mądrość - ciągnie swój do swego.
Wkrótce kolejne daty!
Paweł Hordejuk
tel: 601 050 848
e-mail: kontakt@ludziemili.pl

Banach

jest zawsze gotowy do gotowania, bo wychodzi z założenia, że skoro człowiek gdy jest głodny, to jest wkurzony, to jest wysoce prawdopodobne, że gdy jest wkurzony, jest po prostu głodny.

Gutek

jego specjalnością jest wygładzanie zbyt pogiętych sytuacji, co symbolizuje trzymane w prawej ręce żelazko. Kieliszek wina trzymany w ręce lewej, to po prostu kieliszek wina.

Olo

zwany też Różankiem, bo gdy ludzie stają się zbyt odurzeni złością pojawia się, i już po chwili zamiast złością ludzie odurzeni są pięknym różanym zapachem.

Natalia

nad technologiczne nowinki przedkłada to, co naturalne i zakorzenione w ludowej tradycji. Z zakamarków ludzkich serc wymiata ukryte pretensje i żale. Następnie zanosi je wysoko w góry, gdzie do woli ukrywać się mogą w niedostępnych, głębokich jaskiniach.

Dżeju

posiada wszelkie uprawnienia do używania Skierownicy. Gdy ktoś znajdzie się na niebezpiecznym, życiowym zakręcie, bądź totalnie się zagubi Skierownica skierowuje go na właściwą drogę.

Bobik

tworzące się pomiędzy ludźmi napięcia rozładowuje śmiechem i dobrą zabawą, a złe emocje zamyka w mydlanych bańkach, które porywa gdzieś wiatr.

Cybul

zafascynowany technologicznymi nowinkami podczas swoich misji używa jedynego na świecie Odwkurzacza. Urządzenie to skonstruował osobiście, bo jak sam twierdzi wkurzało go, że zbyt wiele rzeczy go wkurza i musiał w końcu coś z tym zrobić.
Natalia Głębocka - voc
Piotr Gutkowski - voc
Olek Różanek - voc, kazoo
Piotr Banach - gitara
Maciej Cybulski - klawisze, flet
Tomasz Kubik - perkusja
Andrzej Mierzwiński - bas

Nagrań dokonano w studio Recpublica w Lubrzy w dniach 08 - 15.07.2011
Realizacja nagrań - Łukasz Olejarczyk, Patryk Żukowski
Mix - Łukasz Olejarczyk, Patryk Żukowski, Maciej Cybulski
Mastering - Leszek Kamiński
Produkcja muzyczna - Ludzie mili
Muzyka i słowa - Piotr Banach
Aranżacja - Ludzie mili
Bzdury
Ludzie Mili
Stuk Puk

TRACKLISTA

01. Nawet wbrew sobie
02. Jeszcze się kiedyś
03. A może to jest tak
04. Trochę już znamy się
05. Aniołowie
06. Poeci
07. Matce Teresie z Gardzina
08. Raczej nie
09. Do misjonarza
10. 520
11. Czasami mylisz mnie z kimś innym
12. Znam to, też tak mam

TEKSTY

Nawet wbrew sobie

Nie boję się ciebie, nie boję się ciebie
A na przemoc potrafię odpowiedzieć przemocą
Gdy mi zdemolujesz spokój, ja to samo zrobię tobie
Choć bez przyjemności, a nawet wbrew sobie
Zrobię to

Nie mów że to moja wina, nie mów że to moja wina
Tam gdzie skutek jest wspólny, wspólna musi być przyczyna
Jeśli ty mi nie odpuścisz, to ja nie odpuszczę tobie
Choć bez przyjemności, a nawet wbrew sobie
Nie odpuszczę ci

Jeszcze się kiedyś

Jeszcze się kiedyś tego nauczę,
Bo zawsze umieć to chciałem
Jeszcze trylogię kiedyś napiszę
Prolog już napisałem
Jeszcze się w podróż kiedyś wybiorę
Na fiordy i na pustynię
I będę rozważny i będę uważny
I nic już mnie nie ominie

Ale na razie zrobię kanapki
Z książką usiądę przy stole
Kiedyś to kiedyś, a dzisiaj to dzisiaj
A dzisiaj to wszystko...

Jeszcze się kiedyś dowiem, co znaczy
To trudne słowo na A
W trik traka kiedyś się grać nauczę
Już wiem, że jest taka gra
Jeszcze się kiedyś wezmę za siebie
Za ducha i ciała wady
I będę uczciwy, nie będę złośliwy
I będę też robił przysiady

Ale na razie zrobię kanapki
Z książką usiądę przy stole
Kiedyś to kiedyś, a dzisiaj to dzisiaj
A dzisiaj to wszystko... poczekać może

A może to jest tak

A może, to jest tak,
że mnie nie warto kochać,
bo cóż za miłość mogę dać?
Miłość za miłość,
Kocham za kocham,
za twe sekrety swój intymny świat.

No, oczywiście jest też ciało,
lecz niezbyt wiele ono warte.
Tutaj zbyt dużo,
tam znów zbyt mało
i generalnie poza standardem.

Więc co? Więc nic.
Nie będzie wspólnych planów,
pytań znajomych kiedy ślub.
Nie stać mnie na dozgonną miłość,
więc mnie przynajmniej chociaż ech..

Trochę już znamy się

Trochę już znamy się
Pół nocy, cały dzień
Więc powiedz mi, jak imię brzmi
Tej, która będzie łykać łzy
Gdy o nas dowie się
Bo przecież jutro powiesz jej że
Ona przeszłością jest, a ty wolisz mnie

Nie będzie z tego nic
Kobieto daj mi żyć
Upiłem się, poniosło mnie
Co tobie uroiło się
Czego ode mnie chcesz?
Przecież wiedziałaś, że jutro wyjadę stąd
Przecież mówiłem ci, że mam już swój dom

Trochę już znamy się
Pół nocy, cały dzień
Więc szepnij mi, jak imię brzmi
Tej, z którą spędzisz resztę dni
Do ucha szepnij mi

Cokolwiek powiesz nie zmieni tego że
Ona przeszłością jest, a ty wolisz mnie

Aniołowie

Aniołowie wczoraj pili,
więc mój z bożej łaski stróż
ciągle jeszcze był pod wpływem
kiedy tamten wyjął nóż.

Z oczu tępo mu patrzyło,
wściekłość wykrzywiała ryj,
on był tępy, nóż był ostry,
więc chwyciłem tęgi kij.

Na cel wziąłem jego głowę
uderzyłem ile sił,
głowa pozostała cała,
jego anioł trzeźwy był.

Poeci

Poeci, duże dzieci
każą wierzyć nam,
że, miłość nie przemija,
że, to jest wieczny stan.

A miłość, uczuć wiosna,
jak wiosna krótko trwa,
tak krótko trwa...

Matce Teresie z Gardzina

Nie zastanawiaj się czy warto
Bo zawsze warto mimo wszystko
Być tam gdzie komuś sił brakuje
Z pomocną dłonią czekać blisko

I niech nie zraża cię że czasem
Ktoś ci za pomoc nie podziękuje
Bo mimo wszystko zawsze warto
Być tam gdzie ktoś cię potrzebuje

Warto, warto, ech jak warto
Warto, warto, zawsze warto

Raczej nie

Półtora dla ciebie, a połowa dla psa
Ja, że jestem z nas największy
To dostane całe dwa
Siedzimy przy stole, pies się pod nogami kręci
Mamy przeszłość, mamy przyszłość
Mamy mnóstwo dobrych chęci

I przede wszystkim mamy siebie
Ja mam was, wy macie mnie
A znając twoje życiowe plany
To nie skończy się tylko na psie
Raczej nie

Po śniadaniu czas na spacer
Więc idziemy tam gdzie zawsze
W ulubione miejsce psa
Tam bawimy się jak dzieci
Czas nam bardzo szybko leci
Gdzieś umknęła nam połowa dnia

Lecz najważniejsze, że mamy siebie
Ja mam was, wy macie mnie
A znając twoje życiowe plany
To nie skończy się tylko na psie
Raczej nie

Do misjonarza

Dlaczego stoisz tu przede mną
Cytaty mi do uszu wkładasz
Ostrzegasz, grozisz, przekonujesz
Namawiasz mnie i werbujesz?

Dlaczego pod sztandary wiary
Koniecznie chcesz zaciągnąć mnie
Czy wzrośnie wtedy ranga boga
Kiedy mu się wyznawców doda?

Dlaczego tak bardzo ci zależy
Abym w twego boga wierzył?

520

Pięćset dwadzieścia dni miłości
I dwieście dziesięć dni zwątpienia
Dlaczego ona tak się złości
Dlaczego on się nic nie zmienia

Ona mniej chętna jest niż dawniej
A on jej nigdzie nie zabiera
Ona kompletną jest idiotką
A z niego kawał jest skurwiela

Jutro zapłoną pewnie listy
I wspólne poznikają zdjęcia
Ona kochała zbyt zachłannie
A on zupełnie bez pojęcia

Źle, źle, źle, źle, źle - źle, nie tak

Czasami mylisz mnie z kimś innym

Czasami mylisz mnie z kimś innym
Oboje wiemy o kim mowa
I wiemy też, dlaczego wtedy
Wściekle zaognia się rozmowa

Jak żmije zaczynamy syczeć
I tak jak one jadem strzykać
Ty zabraniasz na siebie krzyczeć
Ja nie pozwalam się dotykać

A potem gdy gasimy światło
Nocna zaczyna się udręka
Gdy czuję jak mnie w gardle ściska
I słyszę jak mi serce pęka

Zasypiam, budzę się, zasypiam
Sen jest bezbarwny, rozedrgany
Umieram w nim i zmartwychwstaję
Uleczam i zadaję rany

A kiedy noc się wreszcie kończy
Powoli pełznę w twoją stronę
Ciało mam zimne, sztywne, suche
Lecz serce bije jak szalone

Kiedy się zbudzisz, będę blisko
Będę uśmiechać się nieśmiało
Tak byś udawać mógł, że przecież
Nic złego wczoraj się nie stało

Znam to, też tak mam

Po ciemku siedzę, piję coś
Czuję, że mam totalnie dość
Ktoś puka, nie otworze mu
Nie pragnę gości, pragnę snu

Znam to, też tak mam
Czasami chcę być sam
A wtedy, tak jak ty
Rygluję szczelnie drzwi
Niech nikt nie przychodzi
Niech nikt nie przeszkadza mi
Znam to i też tak mam

Nie chcę odwiedzin, ciszy chcę
Lepiej się czuję kiedy śpię

Znam to, też tak mam
Też łapie taki stan
A wtedy, tak jak ty
Od jawy wolę sny
Niech nikt mnie nie budzi
Niech nikt nie przeszkadza mi
Znam to i też tak mam

Niestety, czasem trzeba wstać
Założyć maskę, zacząć grać